piątek, 18 listopada 2016

Rozdział 1

Dźwięki pozytywki zawsze koiły jego uszy. Były takie słodkie, przypominające o starych czasach i własnej, ukochanej ojczyźnie. Dom którego już nie będzie dane mu ujrzeć.
W ciemnym pokoju aż dusznym od słodkiego zapachu i atmosfery kłótni przebywały dwie postacie odwrócone tyłem do siebie.
Jedna z nich siedziała naprzeciwko okna przy ciężkim biórku. Spoczywała na nim tylko gruba księga, zapisana starannym francuskim pismem i świeca która rzucała słabe światło na wolumin oraz  blade, gładkie dłonie gładzące oprawę .
-Nie uważam byś miał rację Libris. -odrzekł chłopięcy głos pasujący do sylwetki postaci. Nie za wysokiej, odzianej w płaszcz.
Mężczyzna gładzący książkę rozciągnął usta w uśmiechu, wyjmując z szuflady długie białe pióro.
-Nie uważam żebyś miał coś do gadania. -starannie zapisał kolejny wers w książce zanim znów się odezwał- To nie moja uraza względem Ciebie, ale, powiedziałbym że od górna konieczność.
Rozmówca wydał rozdrażnione westchnienie.
-Nie będę z Tobą rozmawiał jeśli to ustrojstwo dalej będzie grało. -jego dłoń znalazła się w kręgu światła kiedy wskazał na pozytywkę.
-Nie przekładaj złości na moje śliczne pudełeczko. Jedyną zaletą z trzymania cię tu jest to, że nie można czuć się samotnym, kiedy ktoś truje dupę i ma się go serdecznie dość. -oparł łokcie o brzeg biorka wbijając jakby zdumiony wzrok w szybę okna. Jego różowe oczy odbiły się w szklanej powierzchni. Uśmiechnął się do tego prowizorycznego lustra po czym rzucił spojrzenie na "swoje śliczne pudełeczko".
Chłopak stanął za nim na granicy kręgu światła.
-Zatem idę. -rzucił oschłym tonem, wyraźnie niezadowolony z jego reakcji.
-Zatem idź- Libris zmarszczył brwi pisząc w księdze. Jego znudzony, bez namiętny ton wyraźnie jeszcze bardziej zezłościł ponieważ wyszedł z domu zatrzaskując  ciężkie drzwi.
-Och, bezczelność, porozmawiać nie można. -rzucił do siebie osamotniony mężczyzna z wyraźnym francuskim akcentem. Zgasił słaby płomnień śwoecy i spoglądał na oddalającą się sylwetkę chłopaka, który ani razu nie oglądnął się za siebie idąc, niczym obrażona nastolatka do pokoju, po kłótni z rodzicami. Libris pokręcił głową z wyrazem rozbawienia na twarzy. Oderwał wzrok dopiero kiedy sylwetka zniknęła mu w cieniu lasu.
Wziął ostrożnie w dłonie pozytywkę zamykając pokrywkę.
W pomieszczeniu słychać było jedynie cichy oddech pisarza siedzącego przed książką.